Niedawno
Avon przeprowadził bardzo fajną akcję, w której można było wymienić swój stary
krem na nowy. Wystarczyło przynieść pudełko po dowolnym kremie dowolnej marki,
by odebrać jeden z najnowszych kremów Avon NutraEffects. Postanowiłyśmy
skorzystać z takiej okazji i udałyśmy się do siedziby Avon z pustymi pudełkami
po kremach :) I rzeczywiście dostałyśmy nowy krem :) Została się dla nas tylko
wersja nawilżająca, ale nawilżenie przyda się każdej cerze. Zatem wróciłyśmy
do domu z opakowaniem kremu NutraEffects Hydration i po kilku dniach testowania
mamy dla was jego recenzję :)
W serii NutraEffects znajduje się pięć rodzajów kremów do
różnych potrzeb skóry. Linia nawilżająca, w tym krem Hydration, nadaje się dla
każdego wieku. Krem zawiera aktywny kompleks z nasion chia, co ma przedłużać
okres nawilżenia skóry. Nasiona chia potrafią pochłonąć dwanaście razy więcej
wody niż same ważą. Pytanie tylko, czy to rzeczywiście pomaga w nawilżeniu
skóry? Czy nasiona oddadzą zatrzymaną wodę naszej skórze? A może wchłoną wodę z
naszej skóry i ją wysuszą? Tego nie wiem, bo producent szczegółów działania
kremu nie wyjaśnił ani na opakowaniu ani w katalogu ;)
Poszukajmy zatem plusów tego kremu :) Jest odpowiedni nawet
dla wrażliwej skóry, nie zawiera sztucznych barwników i parabenów, jest
testowany alergologicznie. Kolejną jego zaletą jest filtr SPF15, bo jest to
krem na dzień. Może nie jest to dużo i zdecydowanie nie ochroni skóry przed
poparzeniem latem, ale to już coś. Jego zaletą jest też dość niska cena - 14,99
zł w promocji z katalogu. Stała cena to 26 zł. Krem trochę się maże przy
rozsmarowywaniu, ale dość szybko się wchłania. Przez moment skóra wydaje się
lekko błyszczeć, ale po kilku sekundach staje się matowa, miękka i wilgotna,
delikatna w dotyku. Z czasem to uczucie wilgotnej skóry zanika, ale czuć, że
wciąż jest nawilżona.
Opakowanie kremu wydaje się być duże i ciężkie, ale jest to
zasługa szklanego słoiczka. Krem ma 50 ml, czyli można by rzec, standardowa
objętość kremu na twarz. Ale nie polecam go nosić w torebce ani w kosmetyczce
na podróż, bo się nadźwigacie ;) Skoro już jesteśmy przy minusach, to
poszukajmy ich więcej :) Krem jest raczej mało wydajny, a trzeba go nałożyć
dość dużo, by pokryć całą twarz. Ma dosyć rzadką konsystencję. Jego zapach jest
kwestią dyskusyjną, bo jednej z nas się podoba, a drugiej nie :) No i
największy zawód się pojawia, kiedy zaglądamy pod spód opakowania i znajdujemy
bardzo długą listę składników. Na początku oczywiście jest woda i gliceryna,
dalej znajdujemy różne wypełniacze, zapychacze, alkohol i perfum oraz gumę
ksantanową. Ekstrakty roślinne i masło shea znajdują się na samym końcu składu,
a co za tym idzie, stanowią najmniejszą część tego kremu. Zatem czy ten krem
może zrobić coś dobrego dla naszej skóry? Nie sądzę. Po przeczytaniu składu
obie uznałyśmy, że lepiej nie stosować go codziennie, bo może się przyczynić do
zapchania porów i powstawania niedoskonałości. Jako, że jest to krem na dzień,
można go użyć jako bazy pod makijaż, a wieczorem zmyć. Przypuszczam, że
pozostałe kremy z serii NutraEffects wiele się nie różnią od wersji Hydration.
Nie sądzę, żebyśmy zdecydowały się kiedykolwiek kupić ten krem...
Co sądzicie o nasionach chia w kremie? Mogą pomóc w
nawilżeniu skóry?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz